Robbie Williams – Advertising Space

Robbie Williams jest moim drugim ulubionym wykonawcą, po Bluncie. I najlepszym Brytyjczykiem. Zaraz po Tolkienie, który mimo, że urodził się na terenie dzisiejszej RPA, to przez 99% życia miał narodowość właśnie brytyjską. I on sam bodajże uważał się za Brytyjczyka.

A Rob jest sympatycznym mężczyzną, który świetnie śpiewa i komponuje. I właściwie jest wiele jego utworów, które mi się podobają. Jednak najbardziej spodobał mi się Advertising Space.
Na pierwszy ogień pójdzie śpiew – i brawa, bo wokal przezwycięża ogień! Nie ma żadnego fałszu, bardzo miło wpada w ucho. I co ważniejsze – umie dostosować się do śpiewanego tekstu i muzyki. Brawa!
Sam tekst mówi o śmierci, a z teledysku można dowiedzieć się o śmierci ukochanej. Lubię takie piosenki, takie krótkie śpiewane opowiastki. Nie dość, że przyjemnie się słucha, to zawierają większą “magię” niż inne utwory
W każdym razie, zdania są ułożone sensownie, lekko, słowa wręcz płyną (mam na myśli, nie wymawia się ich topornie).
Utwór żyje i będzie żył nadal, bo zawsze dobrze go słuchać. Jeszcze ani razu mi się nie znudził, ani razu nie było momentu, w którym chciałbym go wyłączyć po kilkunastu sekundach. Żywotność tu jest lepsza od You’re Beautiful czy The Universal, więc w tym względzie piosenka prowadzi.

Muzyka jest bardzo dobra. Najbardziej podobała mi się końcówka, a najmniej – początek. Chyba tylko przez trochę nudnawy początek nie dałem pełnej dziesiątki. Cała reszta jest niebiańska (o, kolejne do One of the Brightest Stars).
Jak już pisałem, Robbie jest bardzo sympatyczny, więc nie mam najmniejszych wątpliwości, że wie doskonale, o czym śpiewa. A to dla mnie bardzo ważne, bo nie znoszę, kiedy jakaś dziwka lubiąca pokazywać cycki jakby to był największy skarb śpiewa o prawdziwej miłości…
Poza tym, to chyba jedyna piosenka, w której czuję pewien klimat. W żadnym innym utworze nie było to tak widoczne, jeżeli w ogóle było. Za to ogromny plus!
1 comment 07/03/2009